Historia domeny ma wartość – nawet jeśli nie inwestowałeś w SEO

Domena może zyskać wartość dzięki:

  • opublikowanym w przeszłości treściom (np. wpisy blogowe, artykuły, poradniki),
  • linkom prowadzącym do niej z zewnętrznych źródeł (tzw. backlinki),
  • długości istnienia (wiek domeny jest czynnikiem rankingowym w Google),
  • widoczności i pozycji w wynikach wyszukiwania, nawet jeśli Ty sam nie optymalizowałeś jej aktywnie pod SEO.

To wszystko oznacza, że Twoja domena ma wartość marketingową lub handlową, z której nie zdajesz sobie sprawy. Inny podmiot może tę wartość wykorzystać — np. przechwytując domenę i przekierowując ruch na własną ofertę lub odsprzedając ją z zyskiem lub odzyskując strukturę serwisu (tak, to możliwe, np. za pomocą WayBack Machine) i tworząc nową stronę. Czy dla siebie, dla konkurencji czy pod zaplecze SEO.

Przykład:

Masz bloga, który prowadzisz od kilku lat. Nie był to spektakularny projekt, nie zarabiał, nie zdobywał popularności w mediach społecznościowych, a Ty nie inwestowałeś zbyt wiele w jego promocję. To było bardziej hobby, forma ekspresji, może trochę testowanie pomysłów. W pewnym momencie przestałeś go rozwijać – brak czasu, inne priorytety, niska motywacja.

I wtedy pojawia się myśl: Po co mi ta domena? Skoro nic z niej nie mam, to po co płacić kolejny rok?

Ale tu właśnie zaczyna się historia, której zakończenie może zaskoczyć niejednego. Bo mimo że nie optymalizowałeś bloga pod SEO, nie prowadziłeś regularnych kampanii reklamowych ani nie budowałeś zaplecza linków, Twoja strona i tak została zaindeksowana przez Google. Czasem całkiem głęboko. Artykuły pojawiały się w wynikach wyszukiwania. Może nie na top 3, ale były.

I co więcej – jakimś cudem Twoje treści zaczęły zbierać długi ogon fraz kluczowych. Kilka tysięcy zapytań, na które Google uznało Twoją stronę za wartościową. Ruch może był mały, ale był. A jeśli był – to znaczy, że istnieje potencjał.

Teraz pytanie: co się stanie, jeśli zrezygnujesz z domeny? Może nic.

Ale równie dobrze może się zdarzyć, że ktoś ją przechwyci. Zobaczy ten potencjał, którego Ty nie dostrzegłeś. Podpięcie innej treści, lepsze zoptymalizowanie artykułów, odrobina linkowania i… ta sama domena, na której Ty nie zarabiałeś, zacznie zarabiać komuś innemu.

Przykład:

A teraz inna wersja tej historii. To nie był blog, tylko strona Twojej lokalnej firmy. Może zakład fryzjerski, może warsztat, może punkt naprawy telefonów. Przestałeś prowadzić biznes, więc strona – wydawałoby się – do niczego się już nie przyda. Rezygnujesz z domeny.

Tymczasem nazwa domeny była związana z lokalizacją, z branżą. Miała historię, była zlinkowana w Google Maps, w katalogach, może nawet klienci dodali ją do zakładek. Może jakieś forum lokalne do dziś zawiera link.

I znowu: Ty rezygnujesz, a ktoś inny przejmuje. Buduje tam swój nowy biznes. Albo – co gorsza – kieruje ruch do swojej konkurencyjnej strony. Bo domena z historią to nie tylko adres – to aktywo marketingowe.

Kombinowanie z rejestracją tej samej domeny „na nowo” to ryzyko, nie oszczędność

Ostrzegam Cię przed pozornie sprytnym manewrem: nieopłaceniem domeny z zamiarem jej późniejszego ponownego zarejestrowania, np. „bo taniej u innego rejestratora” albo po prostu, bo taniej na pierwszy rok. To ryzykowna gra, ponieważ:

  • domena może zostać przechwycona przez boty lub fliperów już w dniu uwolnienia do rejestracji,
  • domena może zostać zarejestrowana przez konkurencję, co skutkuje utratą marki lub zaufania klientów,
  • w czasie wygaśnięcia domeny strona i poczta przestają działać, co bywa katastrofalne dla wizerunku,
  • cała historia domeny może zostać utracona, a nowa rejestracja nie gwarantuje odzyskania pozycji w Google .

Spójrz teraz wyżej na przykłady, które opisałem w poprzedniej sekcji.

Dlaczego nie warto rezygnować z domeny?

Jeśli jesteś pewny swojej decyzji – nie zamierzam Cię powstrzymywać. Ale potraktuj to jak analogię do prowadzenia biznesu. Masz sto powodów, żeby uznać, że Twój pomysł nie wypalił – z każdego możliwego powodu, tylko nie z tego, że gdzieś po drodze mogłeś popełnić błąd. Załóżmy, że to nie Twoja wina. A teraz wyobraź sobie, że ktoś inny znajduje sto powodów, by w dokładnie tym samym miejscu – przy tej samej nazwie, w tej samej branży – otworzyć podobny biznes, ale według zupełnie innego planu.

Dlatego nie porzuca się pomysłów. W nie się inwestuje – rozwija się je, bada, testuje, optymalizuje. Z domenami internetowymi jest podobnie.

Najważniejszy powód, dla którego przestrzegam przed pochopnym porzucaniem domen, to historia domeny. To wartość, której możesz nie dostrzegać – ale inni już tak. Bo choć to „tylko nazwa”, to w Internecie ta nazwa ma swoją przeszłość. Była już w obiegu. Google ją zna. Użytkownicy ją znają. Może kojarzą markę, może pamiętają projekt. Może nawet mają ją zapisaną w zakładkach albo pojawia się w starych komentarzach na forach, katalogach, agregatorach treści.

Chcesz wiedzieć, czy Twoja domena coś znaczy? Zajrzyj do SEMSTORM albo Senuto – zobacz, na jakie frazy jesteś zaindeksowany. A jeśli nie chcesz wydawać pieniędzy – zainstaluj darmową wtyczkę Site Kit od Google i podepnij stronę do Google Search Console. W kilka minut zobaczysz realne dane: ile razy Twoja strona wyświetla się w wynikach wyszukiwania, ile razy ktoś w nią klika i które podstrony zbierają najwięcej uwagi.

To może być Twoja ostatnia szansa, by zorientować się, że to, co chciałeś porzucić, miało znacznie większą wartość, niż Ci się wydawało.

Przeczytaj także, co pozwoli Ci rozszerzyć wiedzę: